Hiacynta i Ryszard.

Szedł drogą kiedyś pan piękny i młody,
Przysiadł ciężką wyprawą strudzony
I zauważywszy postać przecudnej urody,
Upust zachwytu chciał dać tymi słowy:

’Witaj, panno piękna jak wiosenny ranek,
Któż Cię tutaj trzyma? Ojciec czy kochanek?
Musiał Cię, piękności, ktoś tutaj schować,
By nikt nie mógł podziwiać, Stwórcy dziękować!
Czyżbym ślepy był już w wieku tak młodym,
Żem nie widział nigdy tak wspaniałej urody?
Czyżbym głuchy był na tak cudowne dźwięki,
Że się do mnie zbliżają tak wspaniałe wdzięki?
Kibić tak smukła, że oburącz chwycisz,
Ile piękna w tym co widzę, tego nie wyliczysz.
Włos lśniący, złoty, tak kręcony,
Jakoby wiatr go rozwiał na wszystkie strony.
Opowiedz mi o sobie, jeśli jest mi dane,
Poznać tak piękną i uroczą damę.’
’Witam serdecznie młodego pana,
Czegóż tu pan szuka z samego rana?
Żelazne u nas panują zasady,
Uciekaj czym prędzej, jeśli szukasz zwady.
Zwą mnie Hiacynta. ‘Mnie Ryszard zowią.
Że serce nie sługa tak często mowią,
A moje serce ujęłaś zrazu, o Pani,
Lecz cóż to za kwiat, który nie rani?’
To mówiąc, Ryszard spojrzał na Hiacynty lica,
Rumiane i pulchne, jako cała dziewica,
Pomniał od razu, że czerwone jagody,
Mogą być przyczyną serca pogody.
’Jegomość niechaj słucha, moje doświadczenie
Mówi nie od dziś, że z rozsądku jest sumienie.
Wygląd od wieków z tej wady słynie,
Że z ilością pochwał, więcej pychy płynie.’
Młody pan, choć wiele widział w niej wyjątkowości,
Niedowierzał, że słynąć może z takich to mądrości.
’Pani nie jest zepsuta, szukać jest próżno
Pychy śladów’. Zrobiło się późno,
Ale Hiacynta nań wcale nie zważając
Dała znak Ryszardowi, a ten jako zając
Podskoczył do niej i wpatrując się w oczy
Rzekł: ‘Jeślim zbyt nachalny, niech pani kroczy
Własną drogą, jeśli mnie chce pani widzieć,
Niechaj więc ze mną pod ramię idzie.
Hiacynta dała krok tak śmiało i powabnie,
Że wszystko inne przy niej poruszało się niezgrabnie.
Ryszard niezmiernie zachwycony tym widokiem,
Urzeczony coraz bardziej każdym jej krokiem,
Dziękował, lecz niedowierzał, jak to się stało,
Że takie go szczęście dzisiaj spotkało.
Hiacynta zdawała się być nie mniej szczęśliwa,
Bo rzadko tak się zdarza, rzadko tak bywa.
Zapadła noc, ktoś założył gwiazdom złote maski,
Ale piękna panna mocniejszymi niż Księżyc świeciła blaski.
Ryszard w nią wpatrzony, przekonany po temu,
Że cudowniejszej nie znajdzie, nie odda innemu.
I tak siedzą obaj pogrążeni w ciszy,
Ryszard bicie serca swej damy tylko słyszy.
I oby go takie tylko usypiały dźwięki,
I oby tylko głos Hiacynty śpiewał mu piosenki.
Oraz by Hiacyntę w każdy już poranek,
Budził ten sam wierny Ryszard kochanek

4 komentarzy

  1. b.YISK powiedział

    luty 3, 2008 @ 12:01 am

    Witaj na WordPressie, Damo.

    Mam nadzieję, że będziesz tutaj często przebywać i że nie zaprzestaniesz blogować. Masz dużo fajnych rzeczy w głowie, więc postaraj się zamienić je na słowa i przelać tutaj – na bloga. Bloguj, czytaj blogi. To fajna zabawa.

    O wierszu już się wypowiadałem.

    Jesteś fajną dziewczyną.

    Pozdrawiam,
    b.YISK

  2. luty 3, 2008 @ 12:10 am

    [...] Czytaj dalej… [...]

  3. Justi powiedział

    luty 3, 2008 @ 9:23 am

    Tej, ale to Twój jest ten wiersz moja droga? :*:* To jaką fryzurę będziesz miała na swoim weselu?

  4. Owusia powiedział

    luty 3, 2008 @ 12:44 pm

    Nie no ;d Hiacynta :D ;*;*;* “Prosze prosze…”


Napisz komentarz